20.03.2011

Senatorska 34 - Pałac Mniszchów

Pałac mieści się przy ul. Senatorskiej 38. Dzieje otoczonej ogrodem klasycystycznej budowli sięgają lat 20. XVII wieku, gdy na posesji stanął drewniany dwór Zygmunta Kazanowskiego, podkomorzego koronnego. W połowie wieku kupił go Feliks Lipski, wojewoda kaliski, który zaczął wznosić murowany pałac, choć nie ukończył budowy. Wtedy też zaprojektowano ogród z dwiema fontannami i rzeźbami.

W 1714 roku dwór nabył Józef Wandalin Mniszech, marszałek wielki koronny, barwna postać pierwszej połowy XVIII wieku. Był potomkiem rodu, z którego pochodziła Maryna Mniszchówna, żona cara Dymitra Samozwańca, następcy Iwana Groźnego. Portret Maryny - kopia oryginału przechowywanego na Wawelu - do dziś dnia wisi w pałacu. Mniszech kontynuował budowę pałacu i zaangażował w tym celu Burkharda Christopha von Muennicha, wojskowego w służbie Augusta II, który był również zdolnym architektem. Zaprojektował on m.in. Kanał Piaseczyński u stóp Zamku Ujazdowskiego. Przed 1762 został przebudowany przez Pierre Ricaud de Tirregaille, niedługo później przebudowano skrzydła boczne.

Ogród otaczający pałac uchodził za jeden z najpiękniejszych w Warszawie. W 1779 r. pałac Mniszchów uwiecznił Canaletto - na jego obrazie widać m.in. figurę św. Jana Nepomucena, która stoi do dziś dnia na rogu ul. Senatorskiej i pl. Bankowego. Kolejne pokolenia rodu Mniszchów rozbudowywały pałac.

Pałac na obrazie Canaletta

Po 1801 ówcześni właściciele, Jan i Feliks Potoccy sprzedali boczne skrzydła i rozparcelowali ogród. W 1805 miał miejsce pożar pałacu. Budynek został odnowiony i urządzono w nim salę koncertową. W pałacu mieściło się też Towarzystwo Muzyczne "Harmonia" założone przez mieszkającego tu Ernesta Teodora Amadeusza Hoffmanna. Dalsze losy pałacu są także ciekawe: w 1809 roku zainstalował się tam teatr marionetek mechanicznych, potem był on siedzibą loży masońskiej Wielki Wschód Polski. Ze względu na masonów lud warszawski nazywał budynek "Pałacem Lucyfera". W 1829 roku w pałacyk stał się siedzibą Towarzystwa Resursy Kupieckiej, która organizowała tam koncerty, bale, loterie.

Pałac w roku 1928

Zaraz po wybuchu II Wojny Światowej Zakon Kawalerów Maltańskich utworzył tu szpital (będący filią Szpitala Ujazdowskiego) który trwał do końca powstania. Leczono tu rannych żołnierzy września, uczestników ruchu oporu i akcji sabotażowych, szkolono personel różnych ugrupowań wojskowych, gromadzono lekarstwa i środki opatrunkowe. W czasie powstania Szpital Maltański stał się głównym ośrodkiem pomocy medycznej w tym rejonie miasta. Postawa personelu wzbudzała podziw. Bezinteresowność, ofiarność, a przede wszystkim nieprawdopodobna wprost odwaga działających tu patroli sanitarnych. Siostry PCK długimi godzinami czuwały na swoich posterunkach wyciągając rannych z barykad i ruin zburzonych domów. Niejednokrotnie działo się to pod ostrzałem wroga. Pielęgniarkom przewodziła siostra przełożona Barbara Glińska.
7 sierpnia - jak wspomina kpt. dr Drejza - czołg niemiecki zaczął ostrzeliwanie budynku szpitala. Z budynków przy Senatorskiej 36 i 38 wypędzono ludność cywilną oraz filię szpitala wraz z rannymi i personelem. Zastrzelono wówczas powstańca z ręką na wyciągu. Gdy SS-mani wkroczyli na teren szpitala zapytali czy znajdują się tam ranni Niemcy. Kpt. Drejza odpowiedział twierdząco. Podczas rozmowy z rannymi żołnierzami niemieckimi doszło do awantury. Niemieccy żołnierze zwymyślali oficera SS za wydanie rozkazu strzelania do ludzi cierpiących i nie zdolnych do walki. Zdecydowana postawa rannych Niemców uratowała zapewne Szpital Maltański przed podzieleniem losu Szpitala Wolskiego, Szpitala Karola i Marii czy Szpitala Św. Łazarza. 14 sierpnia na teren Szpitala Maltańskiego wkroczyła kompania SS z brygady SS-Oberführera Oskara Dirlewangera. Jej dowódca rozkazał kpt. Drejzie aby: "natychmiast opróżnił tę budę". Jego prośby, że ma w szpitalu tylko ciężko chorych i rannych nie odniosły żadnego skutku. Hitlerowcy znęcali się nad rannymi i personelem: pobity został rentgenolog dr Lewandowski, zastrzelono leżącego w łóżku, rannego oficera. Niemcy rozkazali pozostawienie w szpitalu 3 lekarzy i 5 pielęgniarek oraz obsady kuchni i apteki. Pułkownik Leon Strehl i kpt. Drejza, po krótkiej naradzie, postanowili uzyskać u Niemców zgodę na podzielenie chorych i rannych na dwie kolumny. Uzyskali zgodę. Na czele pierwszej kolumny stanął płk dr Strehl i 14 sierpnia 1944 roku szpitalny pochód ruszył w kierunku Śródmieścia. Drugą kolumnę, z zamiarem dotarcia do Szpitala Wolskiego, 15 sierpnia poprowadził kpt. dr Drejza. Oba pochody niosły flagi Czerwonego Krzyża, szły wolno wokół płonących domów i walczących barykad. Wobec rannych Polaków niemieccy żołnierze i faszyści RONA miotali obelgi. Na pewnym odcinku niemiecki podoficer wziął, od słaniającej się na nogach pielęgniarki, łóżko z rannym powstańcem i niósł je przez dobry kawałek. Tak samo zrobił inny podoficer niemiecki. Żołnierz niemiecki uczestniczący w eskortowaniu szpitala na Wolę uchronił chorych i personel od wielu ekscesów ze strony pijanych żołnierzy niemieckich i kozaków Ostlegionu.

20 września 1944 r. Niemcy podpalili pałac. Ocalała tylko fasada frontowa. W 1959 r. rząd Belgii postanowił odbudować pałac na siedzibę swojej ambasady. Z oryginalnej budowli pozostały tylko kolumny portyku, reszta jest rekonstrukcją. Zdjęcie poniżej zamięsćiłem dzięki uprzejmości właściciela "Wczoraj i dziś" - Marcina.

Pałac zniszczony w 1944 roku

Fotografia Leonarda Sempolińskiego, 1945

Ambasada Belgii czyli pałac w obecnym kształcie, marzec 2011

1 komentarz:

  1. Żadna tam uprzejmość, w końcu to nie moje zdjęcia. A tego z lat dwudziestych nie widziałem wcześniej.

    OdpowiedzUsuń