20.10.2011

Akcja XLVIII - "Warszawa bankowa"

Pierwotny zamysł tego wpisu był zupełnie inny ale jak to zwykle bywa z moim niesamowitym umysłem geniusza przez który przepływa 10000000000 pomysłów na sekundę - zmieniłem treść całkowicie. Będzie o dwóch bankach. Banku Polskim i III Oddziale Narodowego Banku Polskiego. Ktoś już może zacznie się domyślać o co chodzi. Tak, dziś najsłynniejsze napady na banki w Warszawie które tak naprawdę napadami na banki nie były. Oba zdarzenia które zaraz opiszę to kradzieże gotówki ale nie napady na bank. Zaczniemy od historii wojennej.

W czasie II wojny światowej na ulicy Bielańskiej mieścił sie Bank Emisyjny. Przed wojną był to Bank Polski a jeszcze wcześniej mennice króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. W 1942 roku polski ruch oporu zauważył, że jego środki środki pieniężne topnieją. Zaczęło brakować pieniędzy na bieżącą działalność konspiracyjną oraz broń. Dlatego wiosną 1942 roku kpt. Emil Kumor "Krzyś" i gen. Stefan Rowecki "Grot" postanowili, że zdobędą gotówkę napadając na jedną z furgonetek którą Niemcy przewozili pieniądze. Akcji dokonał oddział "Motor 30". 11 sierpnia 1943 AKowcy dostali wiadomość o planowanym na następny dzień transporcie gotówki. Konwój miał jechać prawdopodobnie Bielańską, Senatorską, Miodową, Krakowskim Przedmieściem, Zjazdem i mostem Kierbedzia do dworca Wileńskiego a stamtąd do stolicy Generalnego Gubernatorstwa czyli Krakowa. AKowcom zależało na tym, żeby furgonetka bankowa nie skręcała w Miodową i w tym celu wyznaczony do tego zespół zatarasował drogę barierką. Samochód bankowy zaatakowano przy ul. Senatorskiej 3. Doszło do wymiany ognia, na skutek której zostało rannych dwóch akowców i 4 pracowników banku. Ponadto zginęło 3 żandarmów niemieckich oraz dowodzący nimi oficer, a także Volksdeutsch z obsługi banku i polski granatowy policjant. Grupa osłonowa zastrzeliła również siedzącego w zaparkowanym nieopodal samochodzie oficera Wehrmachtu oraz jego szofera którzy ruszyli w stronę odgłosów strzelaniny. Cała akcja zakończyła się sukcesem AK. Uprowadzono samochód z łączną sumą 105 mln złotych, co w przeliczeniu wg ówczesnego czarnorynkowego kursu wynosiło ponad milion dolarów amerykańskich.

Niemcy opublikowali w codziennej prasie ogłoszenia, w których zachęcali do przekazywania wszelkich informacji mogących się przyczynić do złapania uczestników napadu. Za ich wskazanie obiecywano nagrodę w wysokości 5 mln złotych. Do redakcji Nowego Kurjera Warszawskiego dotarł nawet list gdzie naoczny świadek opisał przebieg akcji i podał swój adres - Plac Zamkowy 1. Gdy Niemcy tam przyjechali i zobaczyli kolumnę Zygmunta zrozumieli, że dali się nabrać jak dzieci...

Sam budynek banku w czasie Powstania był "Redutą Bank" zniszczoną w trakcie działań wojennych". Gruzy oraz resztki budynku rozebrano w latach  sześćdziesiątych a teraz powstaje tam biurowiec "Senator" który ma nawiązywać kształtem do historycznej budowli.

Lata trzydzieste XX wieku

Rok 2010.

Tak nieco dokładniej o tym co się dzieje na placu budowy na Bielańskiej można sobie poczytać u  Lavinki.


Kolejna rzecz, to do dziś oficjalnie nierozwiązana sprawa która wydarzyła się 22 grudnia 1964 roku. Tego dnia o 18:35 pod III oddział NBP podjechała furgonetka przewożąca utarg z pierwszej zmiany, z pobliskiego CDT. CDT czyli Centralny Dom Towarowy (którego architektura była krytykowana jako ideowo obca ale towary z niego bardzo wtedy pożądane) czyli dzisiejszy Smyk. Ci którzy mają doświadczenie w sprzedaży wiedzą, że 22 grudnia to jeden z kulminacyjnych dni IV kwartału a więc ruch i obrót gotówki wtedy sięga zenitu. 1 355 500 złotych przywiozła furgonetka z której wysiedli wysiedli główna kasjerka CDT Jadwiga Michałowska i dwaj strażnicy: Zdzisław Skoczek (uzbrojony w pistolet) i Stanisław Piętka (niósł worek z banknotami ważący 7-8 kg).

Piętka z workiem szybko szedł do wejścia a za nim Michałowska i Skoczek. Kasjerka kątem oka dostrzegła młodego mężczyznę w jesionce, idącego od ulicy Jasnej przy samym murze w kierunku wejścia. Piętka o krok od wejścia do banku zderzył się z mężczyzną, który nagle strzelił w pierś strażnika, wyrwał mu worek i uciekł. Ranny strażnik wbiegł do banku i upadł na schodach na piętro. Pojawił się drugi wysoki mężczyzna i dwukrotnie strzelił do Skoczka, który nie zdążył sięgnąć do kabury. Gdy strażnik upadł, napastnik strzelił do niego jeszcze raz. Kasjerka przykucnęła za bagażnikiem samochodu, którego kierowca Władysław Bogdalski bez przerwy naciskał klakson. Bandyta, który zabił Skoczka, kilka razy strzelił w karoserię i pobiegł za wspólnikiem uciekającym z workiem. Większość świadków twierdziła, iż uciekli ul. Hibnera, na skos przez Sienkiewicza i przejściem między domami do ul. Moniuszki. Tam jakiś mężczyzna miał odebrać od nich worek z pieniędzmi, wrzucić go do zaparkowanej szaroniebieskiej warszawy i odjechać. Bandyci pobiegli do Marszałkowskiej, a potem w kierunku Świętokrzyskiej, gdzie wsiedli do wspomnianej warszawy. Byli też świadkowie, których zdaniem, bandyci uciekli ul. Kniewskiego i zniknęli wśród rusztowań budowanej wtedy Ściany Wschodniej. Koło banku przechodził fotoreporter "Sztandaru Młodych" Aleksander Jałosiński. Znajdował się w wąskim przejściu w kierunku ul. Sienkiewicza, gdy usłyszał strzały. Minął go biegnący mężczyzna z workiem w ręku. Fotoreporter zawrócił. Na placyku przed bankiem zobaczył leżącego strażnika w kałuży krwi.

Oczywiście natychmiast Milicja Obywatelska wszczęła śledztwo. Stało się tak nie tylko dlatego, że zginęła suma za którą w tamtych czasach można było kupić 10 domów ale dlatego, że według oficjalnej propagandy w Polsce na banki i konwoje nie napadano. Działo się to na zgniłym, kapitalistycznym Zachodzie a nie w oazie dobrobytu, szczęścia ludu pracującego i nie w czasie walki o pokój na świecie. Ciekawe, że napadu na bank w Wołowie nie uznali za swoje halucynacje.. . Wracając do Warszawskiego śledztwa to prowizoryczny sztab śledztwa które otrzymało kryptonim P-64 ulokowano w redakcji "Kuriera Polskiego". Oficerowie "wyrywali" sobie świadków. Jedni potrzebowali zeznań, inni tworzyli portrety pamięciowe. Obława na ulicach Warszawy trwała do rana i potem cały dzień. Bandytów nie schwytano. Sporządzono ich portrety oraz figury naturalnej wielkości, ubrane tak, jak podali świadkowie. Kiedy kasjerka CDT weszła do pokoju na kolejne przesłuchania i ujrzała obu "bandytów", wysokiego i niskiego, leżących na podłodze, zemdlała. Portrety opublikowała cała polska prasa. Po zbadaniu 8 łusek znalezionych przed bankiem, śledczy dowiedzieli się, że skoku dokonali przestępcy, których ścigano od lat. Według oficjalnych doniesień sprawców nigdy nie odnaleziono a to przestępstwo uległo przedawnieniu w 1989 roku. Według nieoficjalnych ustaleń i listu przysłanego do redakcji Expressu Wieczornego w 1997 roku sprawcami byli dwaj funkcjonariusze UB i MO których wykryto i "zlikwidowano" w 1966 roku. Fakt ten utrzymywano ponoć w tajemnicy bojąc się kompromitacji. Jak było - nie dowiemy się raczej zbyt prędko. Jedyną pewną rzeczą jaką dziś można stwierdzić jest to, że w miejscu gdzie w 1964 roku był III oddział NBP dziś znajduje się Bank Przemysłowo - Handlowy.

Dom pod Orłami w czasie odbudowy. Rok 1948.

1963

8 komentarzy:

  1. Zawsze miałem wątpliwości przy lekturze na temat takich konfiskat, nawet w szczytnym celu. Cel nie uświęca środków. Takie mam zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Można przyjąć, że napad na Bank Polski przy Bielańskiej odbywa się po raz drugi. Tym razem - architektoniczny. Psiamać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kradzież to jednak kradzież. Kiedyś tak w Żyrardowie jeden oddział ukradł pieniądze będące wypłatami dla robotników w fabryce(wówczas w rękach niemieckich). To już była granda, mimo że "tylko" 250tysięcy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli chodzi o 1943 rok to chyba nie ma co rozpatrywać tej kwestii w kwestiach "czy ta kradzież była moralnie usprawiedliwiona" bo kradzieże oraz fałszerstwa dokumentów i znaków pieniężnych wroga należały do sposobów walki z Niemcami. Gdyby ktoś miał ochotę zgłębić temat trochę bardziej to odsyłam do wspaniałej książki "Z fałszywym ausweisem w prawdziwej Warszawie" Stanisława Jankowskiego. Tego Jankowskiego od MDMu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet nie chodzi mi o kontrybucję w sensie samej kasy (choć kradzież zawsze pozostanie kradzieżą, niezależnie od motywów), ale też o to, że przy okazji ginęli ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Za to w obozach ginęli bez okazji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pytanko mam - czy mogę od ciebie 'pożyczyć' powojenne zdjęcia Domu pod Orłami ? Bym zrobił taki wczroajdzisiejszowy :-) wpis o tym banku u siebie.

    A co do 'rekwizycji' - http://pl.wikipedia.org/wiki/Akcja_pod_Bezdanami

    OdpowiedzUsuń
  8. If ju wud lajk sam fotos plis help jorself Rubeus. Ja ich nie robiłem tylko skanowałem więc częstuj się bez krępacji.

    A o Bezdanach zapomniałem całkowicie :D Tak, Marszałek i takimi rzeczami się parał... Przy takich sprawach zawsze mi się przypomina dialog z "Dnia Szakala":
    - (...) skąd mam wziąć taką sumę w tak krótkim czasie?
    - (...) obrabujcie kilka banków.

    OdpowiedzUsuń